Ostatnio dodane

Rozmowa z oficerkami łącznikowymi i założycielkami Stowarzyszenia Szczecińskich Oficerów Łącznikowych „AHOJ!” Weroniką i Anią.

Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda pt. „Oficer Łącznikowy”?

Weronika: Pierwszy raz byłam oficerem łącznikowym podczas The Tall Ships Races 2013. Od tego czasu brałam udział jeszcze w Baltic Tall Ships Regatta (2015), Dniach Morza i XI Zlocie Oldtimerów (2016).

 

Czym jest dla Was praca w charakterze oficera łącznikowego?

Ania: Praca oficera to przede wszystkim okazja do poznania wielu fantastycznych ludzi i pokazania przypływającym załogom, jak piękny jest Szczecin i że warto odwiedzić go ponownie.

Weronika: To też okazja do sprawdzenia się w różnych, nierzadko trudnych sytuacjach i ogromna satysfakcja, że robi się coś dla innych. Ja nawet nie wiem, czy to da się opisać.

 

Czym się zajmujcie przed i podczas imprezy takiej jak zlot żaglowców?

Weronika: Oficer łącznikowy z założenia jest osobą odpowiedzialną za kontakt przypływających jednostek z organizatorem imprezy. Na samym początku zawsze jest do załatwienia sporo formalności, w końcu to koniec trwającego miesiąc wyścigu. Jest dużo informacji dla załogi odnośnie do przygotowanych dla nich atrakcji takich jak zwiedzanie miasta z przewodnikiem, zawody sportowe czy kajaki.

Ania: Potem, kiedy to wszystko jest załatwione zostajemy „mamą-kwoką”, jak to kiedyś ktoś ładnie powiedział. Dbamy aby załodze nic nie zabrakło, ułatwiamy znalezienie różnych sklepów/punktów w mieście (czasem trzeba coś naprawić na statku), oprowadzamy, bawimy się z nimi, jemy, żyjemy. Jednostka na parę dni staje się dla nas domem, a  załoga rodziną.

 

Co możecie powiedzieć osobom, które chcą się zgłosić, ale nie są pewne, czy jest to zajęcie dla nich?

Ania: Do odważnych świat należy! Bycia oficerem łącznikowym nie sposób porównać do jakiegokolwiek innego wolontariatu. Czas regat jest czasem wyjątkowym, podczas którego stajemy się napędem tej ogromnej imprezy.

Weronika: Fajnie zobaczyć jak to działa od środka, poznać nowych, wspaniałych ludzi, może zyskać przyjaźnie na lata, przeżyć niesamowitą przygodę, która prawdopodobnie przerodzi się w pasję. Mało brakowało a nie weszłabym na pierwsze spotkanie w roku 2013. Przyszłam sama, zobaczyłam tłum obcych ludzi i zwyczajnie trochę się bałam, co to będzie. Dziś nie wyobrażam sobie swojego życia bez „tolszipów”.